zawody i imprezy biegowe na Śląsku i blisko Śląska

Biegamy na Śląsku


Od 1 do 42 kilometrów, w ciągu półtora roku. Moja przygoda z bieganiem – cz. 1

Czerwiec 10, 2010, dm

Zapraszam do przeczytania ciekawego felietonu, autorstwa Kamila, mojego szwagra, który jako pierwszy w naszej rodzinie przebiegł dystans 42km. Tekst składa się z trzech części, a dziś prezentujemy pierwszą z nich.

silesia marathon 2009Waga wskazywała 103 kilogramy. Po ponad 10 latach nieuprawiania sportu wcale. 30 lat na karku, sporo drinków zaliczonych, chyba jednak za dużo, jak na swój wiek. Stresujący tryb życia, niestety, a i też lubię czasem szklaneczkę whisky. Parę razy próbowałem nawet schudnać, ale kończyło się tak, że kilogramów tylko przybywało. Na sport nie było miejsca. Zresztą nie wydawało mi się, aby aktywnośc fizyczna cokolwiek u mnie zmieniła, niż tylko zwiększyła moje codzienne zmęczenie. Tak właśnie wtedy myślałem. To była jesień 2008 roku.

Nagle, w moim życiu osobistym nastąpiły pewne zmiany. Spowodowały jeszcze wiecej stresu, straciłem z emocji kilka kilogramów i zacząłem mieć wiecej wolnego czasu. Postanowiłem, muszę coś z sobą zrobić. Tylko, co? Pomyślałem, może by pobiegać? A w necie tylko pozytywne opinie nakręconych runnerów amatorów, że takie to fajne. Spróbuję, zdecydowałem. Pamiętam pierwsze wyjście z domu. Znalazłem stary dres, nienoszone kilkuletnie adidasy. Przez 10 lat prawie zapomniałem, że są także sklepy sportowe, po prostu do niczego nie były mi potrzebne. 1 minuta bieg, jedna minuta marsz, jedna bieg, jedna marsz, tak zrobiłem chyba z 6 powtórzeń i… miałem kompletnie dość. Byłem wycieńczony, a przebiegłem a właściwie przetruchtałem, w międzyczasie sporo idąc ze dwa kilometry. Pomyślałem, czy to możliwe, żebym kiedykolwiek przebiegł 10 kilometrów. Nie wydawało mi się, bym temu podołał. Po drinku lub piwie, czuję sie lepiej wtedy pomyślałem, a w internecie przecież pisali, że to bieganie daje uczucie przyjemności.

Z drugiej strony też było napisane, że na początku będzie ciężko, dlatego zdecydowałem pójde jeszcze parę razy spróbować i zobaczymy. No to poszedłem, nieco wydłużałem dystans za każdym razem, starałem się biegu nie przeplatać marszem no i tempo jakby zaczęło wzrastać.

Po którymś razie zauważyłem, że biegam coraz dłużej i szybciej, mam na myśli 4 kilometry ha, a zmęczenie jakby mniejsze. A jeszcze po prysznicu zaczynam świetnie się czuć. Tak minęła jesień 2008. A w zimie znów nie robiłem nic. Po prostu przyszły chłody i odpuściłem. Cóż, takie wytłumaczenie sobie znalazłem. Wiosną ubiegłego roku postanowiłem spróbować ponownie. W parku chorzowskim. 3 razy w tygodniu. Ważyłem wtedy 95 kilogramów i postanowiłem mieć więcej samodyscypliny i nie szukać tanich wymówek. Biegałem od połowy marca po pół godzinki. Po około 10 wyjściach na trening zauważyłem, że naprawdę znakomicie zaczynam się czuć, a przede wszystkim po prostu śpi mi się lepiej, oj tak dobrze.

Powiedziałem kumplowi, wiesz biegam. Co? Nie uwierzył. Stary ty nie przebiegniesz nawet 10 kilometrów, nie ma takiej opcji powiedział. No to założyliśmy się. Zapisałem się na Silesia Maraton 2009, miałem przebiec 10 kilometerów i zejśc z trasy, taki był plan.

W miedzyczasie odwiedziłem sklep sportowy, kupiłem obuwie, koszulkę, wszystko by mieć więcej samozaparcia do wyjścia na treningi, i by sobie powtarzać, wydałeś forsę to teraz biegaj. Nasz zakład to była bardzo poważna sprawa. Nie zszedłem. Przebiegłem wtedy półmaraton. Siłą charakteru. Czas 2:12. Kto biega, wie ,że biegłem wśród zamykających peleton. Ale byłem za to bohaterem dnia wśród znajomych, nie ma co? Jak ty zrobiłeś, mówili, to niesamowite, 21 kilometrów, tak dużo, a ty…… dałeś radę.

Następne 3 dni byłem noszony na rękach, dosłownie, po prostu nie umiałem chodzić. Bolały mnie potwornie stopy, chyba odbiłem sobie od nowego obuwia, nie umiałem nastąpić na nogę, ścięgna, bo nogi nie przyzwyczajone do długotrwałego wysiłku, barki, ramiona, wszystko, Nigdy więcej nie założę butów biegowych, tak wtedy zdecydowałem. Nigdy. Minęło lato, wróciłem do starego stylu życia, choć zacząłem grywać w tenisa coraz częściej, dlatego aktywności fizycznej mi nie brakowało. To po prawdzie muszę powiedzieć. Buty wciąż leżały sobie w kącie, a mnie nadal rozpierała duma, jakim to jestem wielkim sportowcem, bo przebiegłem półmaraton. Nawet w pracy nad biurkiem zdjęcie sobie powiesiłem.

1 to “Od 1 do 42 kilometrów, w ciągu półtora roku. Moja przygoda z bieganiem – cz. 1”

  1. Adam pisze:

    Tekst biegacza świetny! Kiedy będzie ciąg dalszy?



Powiedz co myślisz...




↑ Top